O autorze
Zajmuję się informowaniem ludzi o tym jak działa i co kieruje gospodarką. Opracowuję dane statystyczne tak, by były one zrozumiałe dla możliwie największej liczby odbiorców. Oprócz tego formułuję wnioski - mam nadzieję, że poprawne. Od 5 lat pracuję w Bankier.pl, a od 2013 roku jestem Głównym Ekonomistą tego portalu. Prywatnie prognozy traktuję z przymrużeniem oka i jestem wielkim fanem twórczości Szekspira. Lubię doktryny, ale żadnej się nie poddaję.

Polub moją stronę na Facebook-u oraz śledź mnie na Twitterze.

PKB, banki i płace, czyli kilka frywolnych przemyśleń o Polsce

Prognozy wzrostu gospodarczego nie pozostawiają wątpliwości – pod względem dynamiki rozwoju Polska jest liderem w UE. Jednak w najbliższych latach podstawowym celem dla rządzących (przy wsparciu sektora bankowego) powinny być działania zmierzające do podniesienia dochodów gospodarstw domowych.

Bezrobocie spadnie, PKB wzrośnie

W styczniu odnotowaliśmy rekord zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W firmach zatrudniających co najmniej 9. osób na początku 2015 roku w liczbach bezwzględnych pracowało 5572,7 tys. W porównaniu do stycznia 2014 r. przybyło 67 tys. zatrudnionych. To najlepszy wynik od stycznia 2012 r. i absolutny rekord. Jednocześnie, oficjalnie liczba pracujących w Polsce przekroczyła 16 mln osób.



Dane te po części pokrywają się ze statystyką bezrobotnych, chociaż nie da się pominąć faktu, że blisko połowa osób wykreślanych z ewidencji bezrobotnych, tak naprawdę nie znajduje pracy tylko np. traci status bezrobotnego na skutek niedopełnienia procedur, rezygnuje z własnej inicjatywy lub udaje się na emigrację.

Bezrobocie rejestrowe w styczniu wzrosło do 12,1%, ale ewidencja prowadzona przez PUP-y podlega silnym wahaniom sezonowym. Wg Eurostatu, który podaje stopę bezrobocia mierzoną metodą BAEL, odsetek osób bez pracy w Polsce jest mniejszy niż 9% - to wynik lepszy od średniej UE. Słowem – bezrobocie maleje i zatrudnienie rośnie.

Wynagrodzenia rosną, ale wciąż są niskie


Do tego dochodzi kwestia rosnących wynagrodzeń. W tym roku realny wzrost przeciętnej płacy wyniósł 3,4% - w dużym stopniu dzięki deflacji. Obecnie przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosi 3942 zł brutto (2813 zł netto). Wiele wskazuje na to, że po I kw. 2015 roku na stałe przekroczymy psychologiczną granicę 4 tys. zł brutto. W całej gospodarce narodowej płace są niższe, bo średnio wynoszą 3389 zł brutto (2428 zł netto).

Z analizy Bankier.pl, na podstawie danych ministerstwa finansów odnośnie do dochodów podatkowych osób fizycznych za 2013 rok wynika, że przeciętny pracujący podatnik odnotował w tym okresie dochód wynoszący ok. 2500 zł brutto miesięcznie (1808 zł netto). Jednak nie każdy podatnik pracuje cały rok, część odchodzi na emeryturę, część umiera, inni dopiero wchodzą na rynek pracy, niektórzy przebywają na bezrobociu, a jeszcze inni pracują tylko na część etatu.

Z lektury wskaźników wynika, że płace są w trendzie zwyżkowym, co nie zmienia faktu, że wciąż są one na śmiesznie niskim poziomie w porównaniu do bogatszych państw UE. Mediana płac w Polsce wynosi ok. 2 tys. zł netto, a średni czas poszukiwania pracy wynosi ok. 10 miesięcy. Wydajność pracy w naszym kraju wynosi ok. 60% średniej UE, podczas gdy zarobki są na poziomie ok. 40% przeciętnej UE. Ta różnica, to nic innego jak luka płacowa – pensje w Polsce są po prostu niedowartościowane.

W dużym stopniu jest to efekt stosunkowo niskiej jakości polskich biznesów – zacofanie technologiczne powoduje, że wiele przedsięwzięć ma charakter nisko marżowy, a to uniemożliwia inwestycje w systematyczne podnoszenie wydajności (np. zakupu nowszych technologii produkcji umożliwiających wytwarzanie dóbr i usług o wyższej wartości), a co za tym idzie płac. U nas otwiera się wielkie działy call center, a w Niemczech produkuje najnowocześniejsze samochody świata. Dopóki to się nie zmieni, dopóty będziemy tylko zapleczem Europy, którego głównym produktem eksportowym będą zasoby ludzkie. Tania siła robocza w Polsce ma swoje dobre strony, ale niebawem dojdziemy do momentu, w którym dalsza konkurencja niskimi płacami będzie coraz mniej efektywna, a w dłuższym terminie – nie tylko niemożliwa, ale także szkodliwa np. dla bezpieczeństwa demograficznego państwa.

Niskie stopy procentowe czyli ulga dla kredytobiorców

Realne płace wzrosły silniej niż w latach ubiegłych głównie na skutek deflacji. Spadek cen spowodowany jest m.in. taniejącym paliwem. Benzyna w ciągu kilku ostatnich miesięcy 2014 roku potaniała o 20%. Do tego dochodzi kwestia niskich stóp procentowych (podstawowa stopa wynosi 2%). Jeszcze w kwietniu 2012 roku wynosiła ona 4,75%. Niższa wartość stopy procentowej bardzo realnie wpływa na wysokość obciążeń kredytowych Polaków – raty za kredyty mieszkaniowe od kwietnia 2012 roku spadły o ok. 200 zł na każde 100 tys. zł zaciągniętego zobowiązania.

Prognozy na najbliższe lata pokazują, że polska gospodarka dalej będzie się rozwijać w tempie najprawdopodobniej powyżej 3% rocznie do przynajmniej 2017 roku. Niewykluczone, że dojdzie też do odbicia na warszawskim parkiecie – 1% zysk z lokaty nie jest ani atrakcyjny ani sensowny. Wiele spółek wydaje się być co najmniej niedowartościowana. Z resztą nawet jeśli zagraniczni inwestorzy nie będą dokonywać u nas zakupów bezpośrednio, to tak, czy siak musi do nas dotrzeć „fala śmieciowa” ze strefy euro. Być może zbliża się dobry czas na zakup akcji.

Nowoczesne technologie bankowe, a wzrost PKB

Odnotowywanie wzrostu wskaźnika PKB niekoniecznie niesie za sobą realną poprawę struktury gospodarki kraju, dlatego koniecznie musimy sobie postawić jasny cel – czyli budowę nowoczesnego państwa z racjonalnie lokowanym kapitałem np. w nowoczesne technologie. Nie da się tego osiągnąć bez wsparcia sektora bankowego, który w najbliższych latach wciąż będzie ulegał konsolidacji. Możliwe, że już niebawem czeka nas kolejne przejęcie – Pekao rozważa zakup polskiego oddziału Raiffeisena. Wszystko zmierza do tego, by na rynku pozostało dosłownie kilka dużych banków uniwersalnych. Reszta będzie musiała się specjalizować – może to czas powrotu do rozwiązań sprzed lat, gdzie istniały banki dedykowane np. tylko do kredytów hipotecznych, inne do inwestycji handlowych, a jeszcze inne opierały swoją działalność na obsłudze kredytowej przedsiębiorstw.

Nie ma też cienia wątpliwości, że popularność płatności bezgotówkowych (kartowych, mobilnych) będzie rosła. Niższe opłaty interchange przełożą się na zwiększoną liczbę punktów, gdzie płatność kartą jest możliwa – brak możliwości dokonania zapłaty pay passem w istotny sposób zmniejsza konkurencyjność wielu sklepów. Zrozumiała to Biedronka, za parę lat zrozumie to też właściciel osiedlowego sklepiku (pod warunkiem, że opłaty interchange będą malały). Pamiętajmy, że upowszechnienie płatności bezgotówkowych ma pozytywny wpływ np. na zmniejszanie roli szarej strefy w obrocie gospodarczym. [>>>to jest skrót - myśl tę rozwinę w kolejnym wpisie]

Banki pomogą w rozdawnictwie środków z UE

Sektor bankowy pełni najważniejszą rolę w promocji przedsiębiorczości, inwestycji i wsparcia gospodarczego państwa. Dużym sprawdzianem jest uporządkowanie kwestii SKOK-ów. Dwa duże bankructwa z 2014 roku mocno uszczupliły budżet Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i koszty jego dofinansowania przerzucone zostaną klientów banków w postaci wyższych opłat za niektóre usługi. BFG zdało sprawdzian, ale gdyby doszło do upadłości nie SKOK-u, ale dużego banku komercyjnego, to nie pozostałoby to bez negatywnego wpływu na całą gospodarkę i być może – wiązałoby się to z koniecznością interwencji budżetu państwa.
Druga sprawa to nadchodzący napływ gotówki z funduszy UE – większość firm nie posiada wystarczających zasobów na sfinansowanie wkładu własnego projektów realizowanych w ramach programów UE.

Nie da się ukryć, że banki będą musiały partycypować w nadchodzącym rozdawnictwie i jako profesjonalny partner biznesowy powinny nie tylko służyć radą jak uzyskać tani kredyt, ale przede wszystkim umieć powiedzieć „nie” projektom, które pomimo administracyjno-urzędniczej ekscytacji rzekomymi możliwościami rozwoju – nie mają absolutnie żadnych przesłanek, by kiedykolwiek być rentowne. Teza wydaje się oczywista – w coraz większym stopniu to nie politycy, ale właśnie sektor bankowy będzie decydować o kierunku rozwoju gospodarczego kraju. Dlatego zamiast skupiać się na zyskach w krótkim terminie czas przestawić strategię na inwestycje w biznesy realnie wpływające na wzrost dochodów gospodarstw domowych, czyli jakby nie było – klientów banków.

Łukasz Piechowiak

Polub moją stronę na Facebook-u.
Trwa ładowanie komentarzy...