Jeśli masz legalną pracę lub prowadzisz firmę i wystawiasz faktury to masz mnóstwo śladów umożliwiających udowodnienie, że pieniądze zarobiłeś zgodnie z prawem. Tak gromadzone oszczędności możesz odkładać gdzie chcesz - w skarpecie, banku, włożyć do słoika i zakopać w ogrodzie. Dokumenty musisz trzymać określony czas, ale z reguły wszystko masz na PIT-ach. Wyobraź sobie, że na PIT-ach z ostatnich 5 lat masz np., 250 tys. zł dochodu netto, a wcześniej nie pracowałeś. Nagle za gotówkę kupujesz mieszkanie za 400 tys. zł, a nigdzie nie odnotowałeś spadku, darowizny, udanego zwrotu z inwestycji na giełdzie (podatek Belki) czy wygranej. Różnica 150 tys. zł jest na tyle spora, że pozwala przypuszczać, że ukrywałeś dochód i część pieniędzy zarobiłeś nielegalnie. Przy tej wartości mowa o kilku dodatkowych tysiącach w miesiącu, czyli całkiem sporo. Gdy raz na 5 lat odłożysz sobie 4 tys. zł zarobione na boku to fiskus tego nie zauważy i wątpię by jakoś specjalnie się tym przejmował. Inaczej 85% Polaków miałoby tzw., "domiar".
Sądzę, że to nieuczciwe, że ludzie zatrudnieni na umowie o pracę pracujący w supermarketach, urzędach czy prywatnych firmach nie mają absolutnie żadnej możliwości ucieczki przez wysokim ZUS-em i podatkami przez co nie mogą się dorobić przez całe życie, a z drugiej strony nie akceptuję tego, że Ci którzy myślą, że są mądrzejsi od całej masy, która jest zmuszona płacić podatki i składki, mogą bezkarnie pokazywać się ze swoim zarobionym na czarno majątkiem.
Naprawdę, denerwują mnie ludzie, którzy dzisiaj mówią o tym, że składki na ZUS są za wysokie, dlatego musieli uciec ze swoimi 20 tys. zł dochodów miesięcznie do Anglii albo założyli piątą firmę słup na dalszego członka rodziny, jednocześnie wrzucając w koszty uzyskania przychodu nowe audi żony, która jeździ nim tylko na zakupy. Przy tym przekonują wszem i wobec, że 1,8 tys. zł brutto, które płacą swoim pracownikom "w tym regionie to i tak bardzo dużo". To nie jest kwestia zazdrości, bo często nie ma czego. To jest kwestia elementarnego patriotyzmu gospodarczego (i pomijam tu fakt, że często środki publiczne są marnotrawione, bo to jest błędne koło).
Niestety, ustawodawca zwykle pisze prawo dla siebie, bo bywa, że sam z tego środowiska "cwaniaków" pochodzi - nikt nie zwraca uwagi na tych najbiedniejszych pracujących Polaków, którzy muszą utrzymywać cały system, z którego korzystają wszyscy - ci pracujący na czarno też. Potwierdzają to słowa ministra finansów, bo jeśli kwoty odliczenia od podatku nie możemy zwiększyć z 46 zł do niespełna 100 zł miesięcznie, bo inaczej budżet się nie zepnie, to znaczy, że ten kraj utrzymywany jest głównie przez biednych. Dlatego raczej nie szkoda mi tych, którym zgodnie z prawem i bez nadużywania go, fiskus udowodni, że czerpali dochody z nieujawnionych źródeł, a następnie ich opodatkuje.
