Wiek emerytalny to nie wszystko

Prezydent Duda obiecał i dotrzymuje słowa. To coś nowego w polskiej polityce. Nie zmienia to faktu, że słowo prezydenta może nas słono kosztować. Szczęśliwie, jego projekt to tylko opcja dla osób, które nie chcą pracować do późnej starości.

Projekt prezydenta jest bardzo prosty. Zgodnie z nim kobiety będą mogły uzyskać świadczenie emerytalne po osiągnięciu 60. roku życia, a mężczyźni po ukończeniu 65 lat. Naturalnie, wcześniejsze przejście na emeryturę oznacza, że te świadczenie będzie bardzo niskie - kobiety, które się na to zdecydują będą miały przynajmniej o połowę niższe świadczenie niż gdyby przeszły na emeryturę w wieku 67 lat. Mężczyźnie będą mieli odpowiednio o 1/5 niższe świadczenie.



Kancelaria Prezydenta popełniła kilka kardynalnych błędów w swoich wyliczeniach m.in. sumując wartości już skumulowane. To sprawia, że opieranie się na ich szacunkach jest bardzo ryzykowne. Konsekwencje ekonomiczne powrotu do „starego wieku emerytalnego” będą, ale ich dokładne wyliczenie jest trudne, bo pojawia się cały szereg nowych zmiennych. Po pierwsze nie wiemy jaka grupa ludzi skorzystałaby z opcji przejścia na emeryturę w tym wieku – innymi słowy, nie wiemy jaka będzie rzeczywista skala wydatków. Czy zrobi to 5% uprawnionych, 10% czy może 80%?

Jedni mówią, że w ciągu 10 lat stracimy ok. 400 mld zł a inni, że nawet 1 bln zł. Możemy też stracić mniej, jeśli np. mocno ograniczymy szarą strefę (gdyby na rynek pracy wróciło 1 mln ludzi z szarej strefy to dochody do ZUS-u zwiększyłyby się o 15 mld zł rocznie), uszczelnimy system podatkowy lub sfinansujemy innowacyjne projekty, które spowodują w Polsce skokowy wzrost wynagrodzeń – szanse są nikłe, ale są.

Nie ulega wątpliwości, że niektórych profesji nie da się wykonywać do późnej starości, ale też trudno oszacować jaką motywację do dalszej pracy będą mieli ludzie, którzy posiadają zatrudnienie i chociaż coraz trudniej jest im się odnaleźć na rynku, to będą wybierać pracę zarobkową niż niskie świadczenie z ZUS-u.

Na tym polegała słabość reformy Donalda Tuska, która podnosiła wiek emerytalny, ale nie wyjaśniała w żaden sposób jak spory odsetek Polaków ma do niej dopracować. Zabrakło wiadomości zwrotnej – „podnosimy wiem emerytalny, ale nie martwcie się – stworzymy takie warunki na rynku pracy, że nawet 65 latek będzie mógł znaleźć godną pracę zgodną z jego kompetencjami”. Innymi słowy, reforma emerytalna PO nie była kompleksowa i niejako funkcjonowała obok rynku pracy. Co z tego, że ktoś będzie miał prawo do emerytury w wieku 67 lat skoro 4 lata przed emeryturą będzie „chorował” i siedział na rencie?

Większość ekonomistów twierdzi, że mając do wyboru 1 tys. zł świadczenia lub dalszą pracę za np. 2 tys. zł netto, ludzie nie będą tak skorzy do przechodzenia na emeryturę. Ja nie byłbym taki pewien – ludzie czasem pozornie zachowują się nieracjonalnie, ale przykładowo kobieta w wieku 60 lat może wybrać opiekę nad wnukami i skromną emeryturę niż dalszą pracę zawodową.

Zwłaszcza jeśli jej mąż dalej będzie pracować. Mężczyźni żyją krócej a ich żony mogą ubiegać się o świadczenie w wysokości 85% wartości ich emerytury (ciekawe co na to wojujące feministki?) M.in. z tego powodu większe i poważniejsze skutki ekonomiczne dla budżetu będzie miało obniżenie wieku emerytalnego kobiet niż mężczyzn – ponieważ mają prawo do świadczenia po zmarłych mężach oraz statystycznie żyją dłużej.

Polski system emerytalny nie jest zły, ale ma poważne problemy. Najpoważniejszy z nich to niezliczona grupa zawodów uprawnionych do wcześniejszych i wysokich świadczeń emerytalnych. Drugi poważny kłopot to bardzo niski rzeczywisty wiek przejścia na emerytury – osoby otrzymujące świadczenia średnio przepracowały mniej niż 30 lat. Nie ma ekonomicznej możliwości bez dopłat z budżetu by ktoś, kto płacił 20% składkę od wynagrodzenia przez 30 lat przez kolejne trzy dekady otrzymywał świadczenie w wysokości 80% jego średniej pensji. Może gdybyśmy byli bogatym krajem surowcowym lub na jednego emeryta przypadałoby 10 pracujących, ale tak niestety nie jest.

Nie oceniam kategorycznie źle propozycji Andrzeja Dudy, bo wcale nie jest ona o wiele gorsza od tej, którą wprowadził rząd PO. Niemniej, jeśli chcemy się rozwijać to musimy uwzględniać takie czynniki jak wzrost długości życia, postęp technologiczny (który umożliwia dłuższą pracę) oraz fakt, że nasz wskaźnik zatrudnienia wciąż jest stosunkowo niski – na razie wynosi on ok. 64% (dla kobiet jest niższy od średniej). W państwach, które stać na wysokie emerytury, czyli m.in. w Danii, Holandii, Szwecji wskaźnik ten wynosi ponad 75% (pamiętajmy jednak, że zwykle eksportują one surowce, nie były zniszczone przez wojnę i setki lat akumulowały kapitał m.in. z kolonii).

By system działał poprawnie trzeba kłaść nacisk na zachęcenie ludzi do pracy, a nie obiecywać im, że będą mogli pracować krócej. Do tego jednak należy stworzyć im warunki dlatego każda reforma emerytalna, która zmienia tylko jeden parametr – wiek emerytalny – a nie oddziałuje na zwiększenie motywacji do pracy i odnoszenia w niej sukcesów – w mojej opinii tylko pogłębia przyszłe problemy gospodarcze.

*Przy okazji dyskusji o emeryturach trzeba pamiętać o wielu parametrach m.in. też o imigrantach. Młodzi Syryjczycy i inni imigranci mogą pracować na starych Polaków. Ale przyjmować będziemy także imigrantów w średnim wieku, którzy nawet jeśli będą pracować to wątpliwe by w krótkim okresie składkowym uzbierali na emerytury, do których nie będziemy dopłacać.
Trwa ładowanie komentarzy...